Ciężkie życie konsumenta zagranicznych potraw

Co jakiś czas przewija się przez portale społecznościowe fala krytyki dotyczącej prawidłowej wymowy obcojęzycznych nazw potraw i produktów. Za każdym razem zastanawiam się czy mnie to denerwuje? Za każdym razem odpowiedź jest taka sama: tak, a nawet wkurza.

I przyznaję, że kurosanty to niedopuszczalne ekstremum, ale jeszcze bardziej wkurza czepialskość tych, którzy wiedzą „lepiej”.



Być może moje podejście jest spowodowane obecnym miejscem zamieszkania a może po prostu tym, że jako kucharz bardziej skupiam się na jakości, świeżości, smaku i prezentacji produktu niż na umiejętnościach, żeby nie powiedzieć zdolnościach językowych osoby wymawiającej lub opisującej daną nazwę.

Mieszkając w Londynie przyzwyczaiłem się do dziesiątek akcentów i nie mam większych problemów z odróżnieniem człowieka wychowanego we wschodnim Londynie od kogoś z Newcastle, Glasgow czy Liverpoolu. Do tego dochodzą wszystkie inne nacje, grupy i podgrupy. Głupie fuck można wymówić na co najmniej kilka sposobów. Tutaj akcent określa pochodzenie, grupę społeczną i wykształcenie. Rozgryzienie czyjegoś akcentu pozwala go łatwo zaszufladkować i ułatwić kurtuazyjną konwersację. Mam wrażenie, że mój ewaluował, coraz częściej jestem Skandynawem niż Francuzem...

Z kolei moja niedawna rozmowa z włoskim kolegą przebiegała mniej więcej tak :
On: Do you haveaa aappled ice?
Ja: what?
On: Do you haveaa aappled ice?
Ja: what d’you mean?
On: AAAPPLED ICE. Do you have it, we neeedit- powiedział wyraźnie poirytowany patrząc na moją twarz wykrzywioną w wielki znak zapytania.

Jak się chwilę później okazało mówił o apple dice czyli mis en place do sałatki krabowej. To jest właśnie codzienność w międzynarodowej kuchni.

Kilka dni temu dostałem fejsbukiem link do strony ugotuj.to: Croissant, café au lait, fondue... Jak to się czyta? I zastanawiam się czego dowodzi umiejętność prawidłowej wymowy? Czy ma to poprawić moje samopoczucie czy może tylko zaspokoić snobistyczne ego? Czy denerwująca jest tylko nieumiejętność wymawiania nazw francuskich, angielskich i innych europejskich? A co z coraz bardziej popularnymi kuchniami dalekiego wschodu? Czy też będziemy bić się w piersi i nauczać? Odebrało mi mowę...
Trwa ładowanie komentarzy...